| |
Dobiegał 32 wiosny, a w tym okresie pięściarze zajmują się pojedynkami bokserskimi na ogół jako widzowie tylko lub trenerzy, czy działacze. On nie szukał jednak nowych wcieleń, bo wierzył, że w swej pierwszej roli nie wypowiedział jeszcze ostatniego słowa. Chciał wygrać, chciał wziąć wreszcie odwet za wszystkie niepowodzenia, których nie szczędziło mu życie, których nie darowali mu działacze. Czy stać go na to? Wiedział przecież, że w mistrzostwach Europy startuje po 10-Ietniej przerwie. Wtedy, w Belgradzie w 1961 roku...
Zagubił się z kretesem. Był debiutantem, słowa o wielkiej odpowiedzialności paraliżowały mu mięśnie. Chciał walczyć, ale doprawdy nie wiedział jak, a rady sekundanta w narożniku nie mogły już wiele pomóc. Los zrządził, że w pierwszym pojedynku trafił na mistrza ZSRR - Kokoszkina. Bał się rywala i rywal bał się jego. Szczepański był nieopierzo-nym debiutantem, a Rosjanin po prostu przechytrzył. Podszedł bowiem po losowaniu do naszego masażysty i zaczął wypytywać o przeciwnika, chciał dowiedzieć się dlaczego Paździor nie stanął w ringu. Działacz, nie w ciemię bity, odparł: „Pytasz o Paździora? Ależ chłopcze! Mistrz olimpijski z Rzymu już się u nas nie Uczy. To właśnie ten Szczepański nie dał mu żadnej szansy! Mało go nie znokautował!" | |
|